header image
 

Zasada antropiczna, mocna, stosowana

[gdyby ten wpis zaczął Cię irytować w trakcie lektury bardziej niż inne, przeskocz do ostatniego akapitu, tego wytłuszczonego]

Siedzę sobie w domu - i zastanawiam się, po raz kolejny zresztą, jak to wszystko jest dobrze skonstruowane. W moim domu czuję się dobrze, wszystko w nich znajduję, panuje całkiem przyjemna atmosfera. Mam wspaniałych bliskich: rodzinę, dziewczynę, przyjaciół, kolegów. Generalnie rzecz biorąc, czuję się w moim małym świecie chyba lepiej niż statystyczny homo sapiens w otoczeniu przyrodniczym czy nawet przetworzonym przez siebie.

Idźmy dalej tym tropem. Skoro tak dobrze się czuję w tych miejscach, z tymi ludźmi - może oni pojawili się na świecie po to, żebym ja się czuł dobrze! Może Ka. powstał jako jedno ze starszych miast w Polsce, żebym mógł się tam urodzić. A Kr. - żeby tam studiować! I moi bliscy i dalsi, też chodzą po tej fascynującej planecie po to, by swoim istneniem sprawiać radość memu sercu. Idźmy dalej. Polska, zwłaszcza jej politycy, powstali po to, żebym mógł ćwiczyć opanowanie, a z czasem - także się śmiać. Cała Ziemia - żebym mógł ją podziwiać. Cały wszechświat pojawił się po to, żebym zaistniał w nim ja - jako jego gwiazda.

Bo przecież, gdyby stałe fizyczne czy prawa fizyki były inne - nie byłoby mnie. Ba! Gdyby nie istnieli moi rodzice - nie byłoby mnie. Gdyby moi bliscy nie istnieli - nie czułbym się tak wspaniale, jak się czuję! Gdyby nie istniała Polska, gdyby nie istnieli polscy politycy, gdyby nie istniał kościół rzymskokatolicki - nie miałbym tylu okazji do szlifowania powściągliwości, siły woli, czasami ironii, a najczęściej - nie miałbym się z czego i kogo śmiać. To chyba dostateczny dowód na to, że mam wyróżnioną pozycję we wszechświecie. Po prostu, gdyby cokolwiek było inaczej, albo nie mógłbym zaistnieć i radować się tymże wszechświatem, albo moja radość nie byłaby tak pełna, jak jest.

Dobra, dosyć bredni. Mam nadzieję, że powyższy tekst brzmi wystarczająco absurdalnie, ale ja już na więcej nie mam czasu, inwencji ani siły. Tera proponuję porównać mój pomysł z oryginalem. Bardzo chętnie się dowiem - dlaczego mam się zatrzymać w pół drogi i uznać, że wszechświat jest taki, jaki jest, bo jego celem jest homo sapiens sapiens, a nie jeden, szczególny przypadek tego gatunku zwierzęcia - czyli ja. Warto przy tym zauważyć, że kiedy jednostka wypisuje o sobie takie pierdoły - uważamy to za egoizm albo wręcz zaburzenie psychiczne (no, chyba że mam aż takich fanów). Natomiast ludzki egoizm gatunkowy, jak można przeczytać po kliknięciu wyżej - znajduje zwolenników wśród bardzo prominentnych naukowców, ludzi wydawałoby się światłych i nie łykających byle bredni. Ale cóż… Czekam, aż jakiś noblista albo laureat Nagrody Templetona przyjedzie złożyć mi hołd, jako ozdobie wszechświata.

~ autor Paweł Bakalarz w dniu maj 2, 2008.

Napisz odpowiedź